Nigdy nie robię rachunku sumienia w
ostatni dzień roku. Nie zliczam czego nie zrobiłam, a co udało mi się
osiągnąć. Po prostu któregoś dnia nie mogę zasnąć. Nie czuję spełnienia .
Nie jestem " do końca" sobą, nie posiadam "dostatecznie tej " miłości,
" w sumie " nie to chciałam zrobić, znowu zbyt mocno tęsknię.
Nie
śpię i nie ma to nic wspólnego z umysłową regeneracją. Przeciwnie. Nie
mogę wziąć chemii w pigułce uśnieżającej ten dziwny ucisk...wszędzie.
Opadam z sił, wiedząc, że przyszło mi żyć tu ze sobą bez możliwości
wyzbycia się kilku spraw. Jedyne co mogę zrobić, to poruszyć samą siebie
do przodu. Być kukiełką we własnych rękach. Żyć pięknie, jak za moimi
zamkniętymi oczami , ale wiesz co wtedy robię ?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz